Kiedy chcesz opuścić gniazdo

Nie wystarczy stwierdzić, że wyrosłeś z tego związku. To, czy w przedsiębiorstwie uznają twoją dorosłość, zależy w znacznej mierze od dojrzałości i stopnia zaborczości twojego opiekuna. Te czynniki warto brać pod uwagę, kiedy wybiera się mentora.

Większość nas stara się ustanowić dojrzałe związki z rodzica­mi tak długo, jak długo pozostają oni przy życiu. Najczęściej z nie­zbyt dobrym skutkiem. Freud powiedział, że człowiek nie jest na­prawdę dorosły, dopóki żyją jego rodzice.

Dla pewnych ludzi, w tym prawdopodobnie i dla twojego opie­kuna, na zawsze pozostaniesz dzieckiem. Jeżeli uważasz, że doj­rzałość zawodowa polega na tym, by wszyscy w przedsiębiorstwie uznali twoją dorosłość, napytasz sobie biedy.

Ty i twój opiekun musicie ustalić jasne kryteria określające, kiedy wolno ci dorosnąć. Opiekun musi czujnie obserwować ozna­ki młodzieńczego buntu i zrozumieć, że są czymś naturalnym, choć w pewnym momencie wyglądają groźnie. Mentor również musi okazać ci pewien szacunek i pozwolić na pewną niezależność, by zmiana mogła przebiegać łagodnie.

Kiedy Josha przeniesiono do działu Roya, ten szybko spostrzegł, że mło­dy człowiek ma talent organizacyjny. Wyznaczył Joshowi specjalne za­dania, dzięki którym ów wyróżniał się w przedsiębiorstwie, i wychwalał go przed dyrektorem przy każdej sposobności. Josh ochoczo przyjął po­moc Roya i zaczął traktować go jak opiekuna. Wpadał do jego biura na pogawędkę i z prośbą o radę, naśladował jego styl prowadzenia intere­sów i zostawał po godzinach, by pracować. Roy cieszył się z postępów podopiecznego i sądził, że Josh jest także zadowolony.

Okres wzajemnej sympatii zakończył się, kiedy Josh miał awansować i otrzymać pracę, z którą, według Roya, nie potrafiłby sobie jeszcze po­radzić. Mimo to Roy czuł się w obowiązku polecić na to stanowisko i Jo­sha, i jednego ze starszych, bardziej doświadczonych pracowników. Pracę dostał ten drugi, a Josh zdecydował, że nadszedł czas, by poszu­kać sobie nowego opiekuna. „Zrobiłem dla niego wszystko, co mogłem – ze smutkiem mówił póź­niej Roy. – Sądziłem, że wystarczy, gdy znajdę dla niego bardziej intere­sujące zajęcia. Nie wystarczyło i uznał, że nie mam dostatecznej siły przebicia, aby pomóc mu zdobyć to, czego chciał”.

Obaj mężczyźni poradzili sobie z okresem przejściowym, utrzymując przez jakiś czas uprzejmy dystans, dopóki Josh nie zo­stał przeniesiony na własne życzenie do innego wydziału. W jego karierze zaznaczył się pewien zastój, ale Josh nie wini za to Roya. Roy, ze swojej strony, życzy dobrze Joshowi. Nie może jednak opanować uczucia pewnego rozczarowania nierealnymi oczekiwa­niami swego niedawnego protegowanego.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.