Terytorium i przestrzeń własna

Koncepcja terytorium dotyczy także przestrzeni, którą zajmuje twoja własna osoba. Pomyśl o tym, jakie to niewygodne, kiedy lu­dzie stoją za blisko ciebie. O ile sam ich nie poprosisz, by znaleźli się przy tobie, powinni utrzymać odległość co najmniej metra. Wielkość tego obszaru jest uwarunkowana kulturowo. Ameryka­nie i Brytyjczycy potrzebują zwykle większej przestrzeni i nie czu­ją się dobrze, kiedy stoją obok siebie lub się dotykają.

W pewnych krajach arabskich istnieje powiedzenie, że jeśli się komuś ufa, trzeba ofiarować mu swój oddech. Jeżeli, czytając to, pomyślałeś „Fe!”, zrozumiesz, że problemy przestrzeni i teryto­rium budzą żywe emocje.

W danej sytuacji naruszenie przestrzeni osobistej może być sposobem zdobycia przewagi. Kiedy ktoś postępuje w taki sposób wobec ciebie, wiesz, że coś jest nie w porządku, ale rozmowa o ta­kich odruchach bywa często trudna dla Mózgu Dinozaura.

Pewni ludzie mają zwyczaj stawać zbyt blisko lub dotykać cię zbyt często po to, by sprawować nad tobą kontrolę, wytrącając cię z równowagi. Jeżeli zaczniesz się cofać, będą sądzić, że jesteś ule­gły. Trudno jest z nimi rozmawiać; często nie sposób wyraźnie określić tego, co wprawia cię w zakłopotanie. Nie mówimy zazwy­czaj ani też nie myślimy o tym, jak blisko stoi dana osoba, ani o tym, jak często nas dotyka. To brzmi głupio. Nie znaczy to, że nigdy nie należy o tym rozmawiać; czasami jest to wskazane. Lu­dzie, którzy na ciebie nacierają, działają najczęściej nieświadomie, idąc za nakazem ich własnego Mózgu Dinozaura. Gdy spróbujesz porozmawiać o tym, co robią, mogą temu zaprzeczyć.

Aby zapobiec najgorszym zniewagom, najlepiej rozmawiać z tym gatunkiem dinozaurów na siedząco. Możesz także odpłacić pięknym za nadobne i zmusić je do uników. W ten sposób będziesz przekazywał informacje bezpośrednio do Mózgów Dinozaurów. To tylko oddech. Natomiast wkraczanie na obszar rozzłoszczo­nego osobnika nie jest dobrym pomysłem. Taki akt zostanie po­traktowany jako zagrożenie.

Podobnie, jeżeli ktoś zajmuje twoje krzesło po to, żeby wytrą­cić cię z równowagi podczas negocjacji, musisz być tego świadom i posłużyć się korą mózgową, by zrozumieć, co się dzieje, i zacho­wać spokój. Nie możesz przerwać nagle negocjacji dotyczących kontraktu wartego dziesięć milionów dolarów i powtórzyć słowa z bajki o trzech niedźwiadkach: „Ktoś siedzi na MOIM krzeseł­ku!” Powinieneś wtedy zająć inne krzesło i skupić się na kontrak­cie – nie na Złotowłosej.

Najbardziej oczywisty związek między obszarem i władzą po­lega na wielkości. Im większy jest twój gabinet, biurko lub ciało, tym wydajesz się silniejszy. Liczne książki uczą, w jaki sposób wy­korzystać koncepcję obszaru i władzy, aby wygrać w świecie biznesu, w którym dinozaur pożera dinozaura. Na przykład, jedna ze strategii polega na tym, by ludzie odbywali zebrania lub prowa­dzili negocjacje w twoim biurze, ponieważ na własnym terenie czujesz się znacznie silniejszy niż ci, którzy do ciebie przychodzą. Jednakże celem tego serwisu jest nauczyć cię, w jaki sposób możesz posłużyć się koncepcją Mózgu Dinozaura, aby unikać niepotrzeb­nych konfliktów, zamiast je prowokować i wykorzystywać innych.

Z naszego punktu widzenia najważniejszym aspektem poczu­cia własności terytorium jest to, że wydaje się ono głupie, kiedy patrzy się na nie z zewnątrz, podczas gdy wcale głupie nie jest. Spójrzmy na przykład na dyskusje prawne między przedstawicie­lami związków zawodowych. Ludzie z zewnątrz, którzy się im przysłuchują, mówią często: „Ci faceci ciągle wykłócają się o ja­kieś głupstewka”, natomiast uczestnicy dysputy traktują kwestie prawne jako sprawę życia i śmierci. W grę wchodzą tu nie tylko pieniądze, ale obrona terytorium – po to, żeby przetrwać.

We współczesnym świecie biznesu o terytorium decyduje nie tyle obszar, co funkcje, budżet i informacja. Jednakże wszelkie problemy związane z terytorium podlegają regułom ustanowio­nym dla ziemi: wielkość jest ograniczona, wszystko zajęte, a mło­de dinozaury, chcąc zdobyć dla siebie miejsce, muszą zabrać je tym, którzy je mają. Efekt grabieży terenu może być bardzo szko­dliwy nie tylko dla młodych zapaleńców, ale i dla całego przedsię­biorstwa.

Poczucie własności terenu sprawia także, że urzędnikom z ta­ką trudnością przychodzi udzielanie pełnomocnictwa. Pełnomoc­nictwo przypomina oddawanie pola; oznacza dzielenie się z kimś pracą, którą można by bez oporu wykonać samemu, oraz prawem do wykonania tej pracy. Urzędnicy na stanowiskach kierowni­czych muszą mieć swoich pełnomocników. W przeciwnym razie będą mieli nadmiar obowiązków. Jednak wielu z nich wpada w pułapkę posiadania i wykonywania wszystkich prac samodziel­nie.

Kiedy nasz teren jest zagrożony, wydaje się nam więcej wart. Często w czasach ciężkich dla interesów ludzie trzymają się kur­czowo pracy, którą powinni byli porzucić już dawno temu, ponie­waż ogarnia ich strach. Wielu kompetentnych ludzi ulega złudze­niu, że praca, którą wykonują, to jedyne zajęcie, na jakie ich stać. Trzeba ich niemal wyrzucić z firmy, aby poszukali sobie nowego stanowiska, nawet jeśli w nowej pracy można lepiej wykorzystać ich zdolności.

Jeżeli budzisz się w środku nocy z myślą: „Co zrobię, jeśli wy­rzucą mnie z pracy?”, może to być dobry znak, że powinieneś za­stanowić się nad -zmianą zajęcia. Kiedy praca staje się twoją wła­snością, nabiera charakteru bezsensownego rytuału i nie przynosi korzyści ani tobie, ani twojej firmie, zwłaszcza jeśli bardziej zale­ży ci na karierze niż na pracy.

Poczucie własności terytorium ma także swoje dobre strony – może budzić ducha solidarności. Ludzie powinni czuć, że ich praca jest ważna i wymaga szczególnych umiejętności, że nie każdy mógł­by ją wykonywać. Przypomnijcie sobie hasło oddziałów marynarki wojennej: „Potrzebujemy kilku wypróbowanych ludzi”. Poczucie przynależności i lojalności, które rodzi się w Mózgu Dinozaura, jest zasadniczym bodźcem do pracy.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.